niedziela, 11 grudnia 2016

WIANUSZEK z PSYCHOFAGÓW..........utkany.

Otrzymałam wystarczająco dużo sygnałów od moich czytelników, dotyczących oczekiwania na ten artykuł, który ma wyjaśnić przyczynę i cel nagłego oświecenia i umiejętności rozpoznawania toksycznych ludzi w najbliższym otoczeniu. Tak, obiecałam również, że taki temat się pojawi, więc  jawi się teraz.

"(...), mam pewne obawy sądząc, że coś jest ze mną nie tak. Prawdopodobnie mój były już związek toksyczny z pewną panią tak fatalnie wpłynął na moją psychikę, że być może uszkodził stabilne postrzeganie świata i ludzi, które miałem do tej pory. Gdziekolwiek się pojawiam, cokolwiek teraz robię i z kimkolwiek rozmawiam, bądź utrzymuję jakikolwiek kontakt, rozpoznaję i widzę samych toksycznych osobników wokół, gotowych rzucić się na mnie, jak wygłodniałe wilki. Odczuwam lęk i dyskomfort, a umysł za każdym razem rozpaczliwie rzuca się do ucieczki(...)"- To fragment jednego z maili, skierowany do mnie z prośbą o opowiedzenie, jak to było w moim przypadku i jak sobie poradziłam.

 WIANUSZEK z PSYCHOFAGÓW..........utkany ;) To nic innego jak wchodzenie w kolejny etap nauki sposobów walki i strategii obrony własnych wartości i godności. Żeby nauczyć się walczyć, trzeba trenować:) A żeby skutecznie trenować- trzeba mieć przeciwnika!

Gdy uczysz się języka obcego, najpierw uczysz się prostych słów i zdań, potem zagłębiasz się coraz bardziej w zasady gramatyki, lecz dopiero podczas faktycznego zderzenia z rzeczywistością(w tym przypadku z obcokrajowcem mówiącym językiem, którego ty się właśnie uczysz), pokazuje faktyczne efekty twojej nauki, do tej pory tylko teoretycznej. Podczas rozmowy zaczynasz wyłapywać znajome ci słowa i twój mózg skutecznie koduje sytuacje ich zastosowania. Innymi słowy- żywy dialog zmusza twój mózg do szybkiej adaptacji teorii i natychmiastowej reakcji. To samo dzieje się w twoim umyśle w przypadku kontaktu z kolejnym psychofagiem. Rzecz w tym, że wraz z adaptacją i natychmiastową reakcją na toksyczne towarzystwo, jakby automatycznie uruchamia się system obronny- to ten moment ucieczki, blokowania psychofagów.

1. Pierwszy sygnał powrotu do normalności- w pewnym momencie, po zakończeniu toksycznego związku, po pogrzebie wszelkich pozostałości, zaczynasz dostrzegać i rozpoznawać ogromne ilości toksycznych ludzi w twoim najbliższym otoczeniu. Nawet nowo poznana osoba niemalże od pierwszych sekund rozmowy zaczyna jawić się w twoim umyśle jako toksyk. I prawdopodobnie masz świętą rację. Gdy tylko dociera do twojego umysłu pierwszy sygnał o możliwości toksycznej relacji(jakiejkolwiek) wtedy zaczynasz odczuwać niechęć do tej osoby i zaczynasz unikać ponownego spotkania. I DOBRZE! Sam fakt zrozumienia tego wszystkiego może jednak nie być taki oczywisty. Jak wspomniałam powyżej- to efekt nauki...na błędach.
Czytając wiele publikacji, czy książek na temat psychopatycznych zachowań i związków toksycznych wtłaczamy w nasze szare komórki wiedzę, jednak de facto czysto teoretyczną. Z drugiej strony- mamy swoje doświadczenia, które również niosą swoje nauki i niosą wiedzę na ten sam temat. Jeśli do tego dołożymy fakt, że nasz nowy wewnętrzny ład jest obarczony lękiem przed ponownym "toksycznym bagnem", zauważymy w końcu, że w ten sposób powstaje system obronny, który MA NAS CHRONIĆ przed szponami psychofażych drapieżników!
Właśnie. By tego systemu doświadczyć, trzeba stanąć oko w oko z zagrożeniem. Zatem- ciesz się. Im więcej rozpoznasz psychofagów wokół siebie i im szybciej zdasz sobie z tego sprawę, tym szybciej i łatwiej odetniesz im pępowiny mogące łączyć ich z tobą w jakikolwiek sposób.
W tym momencie uczysz się asertywności, do której również musi się przyzwyczaić twoja świadomość.

2. Desperacja wrogiem godności. Szukając towarzystwa za wszelką cenę, czy nie daj Boże partnera, w akcie desperacji jesteśmy gotowi poświęcić wszystko, w tym również ludzką godność. Rzecz w tym, że pod wpływem desperackich poszukiwań umysł nastawiony jest na cel- zdobyć, mieć. Nikt nie myśli wówczas o konsekwencjach. Oddając siebie bezgranicznie skazujemy się na złotą tacę, do której niebawem zasiądzie kolejny psychofag, by rozpocząć "ucztę". W czasie desperacji nasze otoczenie zagęszcza się toksycznym towarzystwem z prędkością światła, ponieważ każdy z nich otrzymuje "niepisaną" informację "fajna ofiara na horyzoncie" i kto pierwszy ten ma szanse :)
Dlatego w każdej fazie detoksu kochajcie swoje własne towarzystwo i samych siebie, uczcie się mówić NIE i chronić własną godność ZA WSZELKĄ CENĘ.

3. Koncentracja na przeszłości = rzeczywistość tu i teraz. Zakładam, że wszyscy wiedzą, w jaki sposób działa podświadomość i jaki wpływ na nią ma nasza świadomość. Wszyscy wiedzą, prawda? A jeśli ktokolwiek nie w temacie- odsyłam do odpowiednich pozycji literatury, czy artykułów blogowych.
Podczas detoksu trzeba przejść kilka etapów i żadnego nie da się w żaden sposób pominąć. Jednym z nich jest analizowanie przeszłości, w tym przypadku przeszłości związanej z psychofagiem. Siłą rzeczy umysł utrzymuje wysoki stan koncentracji na zachowaniach socjopatycznych, wywołuje to szereg niezbyt przyjemnych emocji i uczuć, a zatem ma to bezpośredni wpływ na działanie podświadomości. Ta druga bez pytania cię o zdanie i bez żadnych analiz realizuje uczucie w fizycznej rzeczywistości- stawiając wokół ciebie rzesze socjopatów(różnej maści i kalibru). Dla twojej świadomości to szansa, ale również niebezpieczeństwo. Wygrana w kolejnym starciu z drapieżnikiem zależy WYŁĄCZNIE od ciebie! Szansa- mam tu na myśli okazję do wypracowania skutecznych systemów zachowań, które będą od tej chwili chronić CIEBIE zawsze i wszędzie. Czy tą szansę wykorzystasz zależy tylko i WYŁĄCZNIE OD CIEBIE. Wianuszek psychofagów wokół to nie tylko wielka szansa, to również DECYDUJĄCY PUNKT ZWROTNY- albo go w tym momencie sukcesywnie przejdziesz, albo nie...(wiadomo, jakie są konsekwencje w obu wariantach).

4. Kontrola umysłu = kontrola rzeczywistości. Intensywne analizowanie przeszłości i chęć zrozumienia chorego postępowania psychofaga zajmuje świadomość na tyle, że nie jesteś w stanie myśleć o niczym innym.  Sama chęć zrozumienia sensowności toksycznych zachowań jest wydaniem podświadomości nakazu realizacji tego pragnienia. Skoro były już psychofag jest byłym i na ten moment nie ma żadnego innego, podświadomość sprowadzi na twój rozkaz tylu, ilu potrzebujesz by dogłębnie przeanalizować i zrozumieć to, co chcesz rozumieć. "Niech Ci się stanie według słowa Twego"- słowo to myśl, myśl wytwarza uczucie, uczucie jest fundamentem wiary, a ta z kolei jest rozkazem wydanym do realizacji. Kontrolowanie myśli, to kontrola wytwarzanych uczuć. Zatem niech pragnienie normalnego życia i wartościowego związku/relacji międzyludzkich stanie się przedmiotem myśli, wytwarzając pozytywne uczucia, które rezolutnie będzie realizować twoja podświadomość. To prowadzi do "oczyszczenia" otoczenia, poprzez segregację znajomych i relacji.

5. Mniej, mniej, coraz mniej... Proces segregacji znajomych i relacji dzieje się na wskutek akceptacji wiedzy i zachowań socjopatycznych. Akceptować to znaczy przyjąć do wiadomości i zarejestrować w podświadomości fakt występowania ich w społeczeństwie. Akceptacja NIE OZNACZA zgody na bycie ofiarą!!! Rozwijający się w tym procesie system ochronny twojej godności i wysokiej wartości wewnętrznej logicznie prowadzi do świadomych wyborów dotyczących jakości naszego towarzystwa. W konsekwencji pojawia się również obojętność wobec każdego świadomie rozpoznanego socjopaty. Z biegiem czasu zauważamy, że tego typu ludzi jest w naszym otoczeniu coraz mniej i mamy również świadomość, że to rezultat naszych decyzji. Im mniej psychopatycznych osób w pobliżu, tym większy nasz sukces. Jednak należy zawsze się mieć na baczności i chronić swoją godność, ponieważ jak powiedziałam kilka linijek wyżej, wiemy już, że oni żyją gdzieś obok, żerują i zawsze są nienasyceni. Tylko ty wiesz, jaka jest twoja wewnętrzna wartość i tylko od ciebie zależy, jak ją będziesz chronić! Powodzenia!

Ktoś mnie niedawno zapytał, czy byłaby możliwość leczenia tej socjopatycznej epidemii. Uważam, że tak, ale tylko w sytuacji, gdy każdy socjopata się na to godzi, co oznacza AUTOKRYTYKĘ WŁASNEGO ZACHOWANIA i pełną świadomość psychicznego schorzenia. Do dnia dzisiejszego nie spotkałam psychofaga, który byłby świadomy schorzenia i który uważałby/chciałby poddać się jakiejkolwiek terapii. Ktoś mi teraz powie- a co z alkoholikami? Tak, to też socjopaci, ale poddają się leczeniu alkoholizmu, a nie socjopatii!

Te wszystkie punkty tutaj opisane to kolejny etap wychodzenia z relacji toksycznych. Przerobiłam wszystkie kolejno w swoim życiu, zrozumiałam i zaakceptowałam. Z dumą mogłabym powiedzieć, że temat relacji toksycznych już mnie nie dotyczy, ale prawdą jest fakt nieustannej ochrony wewnętrznej wartości, który nieustannie trwa. Zatem z dumą mogę powiedzieć, że nauczyłam się bronić, chronić siebie i w moich relacjach międzyludzkich nie ma więcej socjopatycznych zachowań. Gdy tylko spotykam się z takowymi- natychmiast ucinam pępowinę jednym ale zawsze skutecznym cięciem. Bez żalu, bez litości, bez sentymentów.
 Bywają jednak sytuacje, gdy musimy żyć w jakiejś relacji z psychofagiem. Na przykład z toksyczną teściową lub teściem, lub z toksycznym rodzicem. Co wtedy? Wtedy musimy również bronić swojego życia i świata, nie pozwalając im w żaden sposób wpływać na nasze wybory i życie. Odpowiednia postawa skutecznie ich odstrasza i blokuje wpływy. Nie starajmy się również wpływać na ich postrzeganie nas samych, niech płyną według własnych przekonań, ale nie wyrażajmy zgody czy aprobaty na sadystyczne znęcanie się nad nami, czy psychiczne żerowanie na naszym życiu. Ustalajmy granice- nasze święte limity chroniące nasze wewnętrzne wartości i przekonania. To skuteczne, choć burzy spokój w każdym psychofażym mózgu. Wszak o to chodzi. Z czasem taki psychofaży członek rodziny zrezygnuje, widząc że jego starania i walka nie przynosi żadnych efektów. Nie okazujmy litości czy współczucia, bo to pierwszy sygnał do ataku. Jak już mówiłam wcześniej- ograniczmy kontakty do minimum, swoje zaufanie do takich osób również. Wyjdzie to na zdrowie.

Podsumowując --> Psychofaże osobniki żyją obok nas i musimy nauczyć się z tym funkcjonować, nauczyć się kontroli naszych reakcji i emocji, nauczyć się ich rozpoznawać i automatycznie wytwarzać system obronny. Ochroną naszych systemów wartości jest jak największe zminimalizowanie dostępu przemocowcom wszelkiej maści. Pod żadnym pozorem nie ulegajmy ich przemowom "duszpasterskim", ani próbom wyłudzenia litości. Nie wchodźmy w żadne relacje z nimi. Pamiętajmy, że oni nie mają nic do zaoferowania, a ich intencje(jakiekolwiek) skierowane są na PASOŻYTNICZE TROFEA. Nie ma opcji by jakikolwiek interes z nimi przynosił zyski, ponieważ prędzej czy później(a raczej prędzej niż później) wyjdzie na jaw prawda o naszym partnerze, raczej prędzej niż później zaczniemy walczyć z niegodziwością i kłamliwymi manipulacjami, jeśli jakimś cudem zdecydujemy się na układ z psychofagiem.
NIE OTWIERAJ IM ŻADNYCH DRZWI! To wystarczy :)

Tym artykułem zamykam temat toksycznych związków na tym blogu. W razie jakichkolwiek pytań, proszę pisać na priv. Jeśli temat wymaga dalszych wyjaśnień czy mojej pomocy- służę poradą i wskazówkami.
Czuję się osobą w pełni wyleczoną od symptomu ofiary, w pełni świadomą zagrożeń i świadomie sortującą każde towarzystwo, znającą własną wartość i poziom życia przeze mnie reprezentowany. Dla mnie świat w końcu stał się wspaniały i barwny, a ja czuję się w końcu sobą....Czego każdemu z was z całego serca życzę.

AMEN

 

poniedziałek, 18 lipca 2016

PRACA Z PSYCHOFAGIEM.

Te "jadowite żmije" niestety występują także poza środowiskiem domowym. Muszą gdzieś żerować poza związkami i poza domem, ponieważ to, co otrzymują od partnerów nigdy nie jest wystarczające.
Tutaj chcę się zająć problematyką relacji z psychofagiem na polu zawodowym, opierając wszelkie wnioski na osobistych doświadczeniach. I tak...
Gdy psychofag jest twoim szefem(sytuacja najgorsza z możliwych).

Nigdy nie sądziłam, że jego zasady gry na tym polu są dokładnie takie same, jak w relacjach prywatnych, które zawsze "kuleją". Okazuje się, że psychofaży szef nie potrafi zdobyć się na oryginalność zachowania. Ten fakt sprawia, że dla kogoś, kto dobrze zna strategie gry psychofaga, staje się przewidywalny i łatwy do rozszyfrowania. Jego sposób pozyskiwania "wiernych" jest taki sam, jak sposób pozyskiwania żony, czy kochanki.
Ja miałam do czynienia z sytuacją, gdy moim przełożonym był szef-psychofag, kierownik działu, który miał nad sobą nadzór dyrektora generalnego. Zatem mój kierownik był ograniczony w swoich gierkach i nie tak do końca mógł rozwinąć swoje psychofaże skrzydła. Nazwijmy go J.

1. Sprzedaż talentu i pozyskiwanie "wiernych"(ten sam rodzaj podrywania przyszłej "ofiary", polegający na stworzeniu fałszywego wizerunku partnera idealnego).
Pan J. nastał na stanowisku szefa działu wraz z rozpoczęciem się kolejnego sezonu. My już tam pracowaliśmy od kilku lat, zatem J.zmuszony był szybko i efektywnie wbić się w nasze istniejące od dawna relacje. Zaczęło się od ogromnej liczby komplementów i szerokiej aprobaty dla naszej pracy i relacji "rodzinno-koleżeńskich". Był na stanowisku kierownika działu, więc normalny pracownik zobowiązany był wykonywać jego polecenia, a raczej zalecenia. Nie wydawał rozkazów, wydawał prośby(na początku) typu: "czy mógłbyś...", "Bardzo cię proszę...", "Gdy znajdziesz chwilkę..." itd....<---MASKOWANIE agresywności celem uśpienia czujności podwładnego.
Pan J. był bardzo chętny w niesieniu pomocy swoim ludziom, gotowy wszystko za nich załatwiać, a nawet za nich pracować!!!
Anioł- nie człowiek! 

Pan J. miał również swoje obowiązki i część pracy, którą był zobowiązany własnoręcznie wykonać. Od samego początku dawał popisy kunsztu swojego fachu, by pozyskać zachwyt tak klientów, swoich przełożonych, jaki i "szarego ludu", którym "zarządzał". Uczył najbliższych jego stanowisku pracowników wykonywania rzetelnie części jego pracy, by w późniejszym czasie samemu nic nie robić, a za wszelkie porażki obciążyć odpowiedzialnością tych, którym zlecał wykonanie owej pracy. W pierwszym okresie jego panowania nikt się tego nie spodziewał, więc ta część psychofażej "dobroci" została dosyć entuzjastycznie przyjęta przez współpracowników. Dzielił się tajnikami własnego fachu, z ufnością szkoląc własnych następców, obiecując lepszą pozycję u swojego boku, gdy sam zasiądzie na boskim tronie, nie mając żadnych zwierzchników ponad.

2. Budowa relacji prawie rodzinnych- RÓWNOŚĆ I BRATERSTWO- MIMIKRA
Sprzedaż informacji z psychofażego życia osobistego celem budowy obrazu idealnego człowieka, szefa, partnera, męża i ojca- NATŁOK INFORMACJI. Pan J. nie miał końca w swoich opowieściach na temat własnego życia poza pracą, wierny mąż, wspaniały ojciec, facet bez nałogów, sportowiec, zagorzały kibic, nacjonalista i doskonały profesjonalista i oczywiście oddany pracownik, kolega i przyjaciel, na którego zawsze można liczyć. Jednak mnie zastanowiło, dlaczego tak doskonały człowiek i profesjonalista zmieniał tak często pracę? Dlaczego tak bardzo nienawidzi obcokrajowców? Dlaczego żona odwiedza go codziennie w pracy, skoro każdego dnia widują się w domu? Zaczęłam zadawać dość niewygodne pytania, co J. odebrał za okaz zainteresowania jego osobą. Żadna z jego odpowiedzi nie była satysfakcjonująca i ukazywała prawdziwe oblicze skrywane pomiędzy wersami każdej wypowiedzi.
Opowieści J. miały na celu pozyskanie informacji na temat prywatnego życia jego kolegów z pracy, szukał ich słabych punktów by je w nieco późniejszym okresie należycie wykorzystać. I w zasadzie osiągnął, to czego chciał, lecz nie od wszystkich. Jedyną osobą, której nie umiał "zdobyć" byłam ja. I to właśnie ze mną później toczył największe wojny, przegrywając na każdym polu bitwy.
Zawsze afiszował publicznie wielką miłość do żony i dzieci, gdy tylko ci odwiedzali go w pracy. Żona wpatrzona w niego jak w obrazek. Jak się później okazało- nie mogła inaczej. Dzieci pełne zachwytu dla jego pozycji, on chciał by robiły w życiu to samo. Jak się później okazało- to efekt jego tyranii domowej.
Wraz z pięknymi historiami z prywatnego życia, pojawiła się faza MIMIKRY, czyli upodabniania się do ofiary celem pozyskania jej zaufania. Pan J. lubił wszystko to, co lubili jego podwładni, nagle miał takie same problemy z sąsiadami, choroby, nieporozumienia w domu z teściową(jak się później przez przypadek okazało- świętej pamięci od kilku lat!), tak samo przejmował się sytuacją polityczną w kraju i tak samo był zbulwersowany okradaniem biednych, czy żerowaniem kogokolwiek na naiwności innych. Cóż za kwintesencja hipokryzji.
 Tak czy owak, J. miał wyraźne dowody na to, że koledzy z pracy darzą go szacunkiem, podziwem i zaufaniem(tylko w jego psychofażym przekonaniu).
Czas na kolejną odsłonę.

3. Natłok obowiązków+ rosnące wymagania+ pierwsze manipulacje- JA TU JESTEM SZEFEM!
...No i skończyły się zalecenia czy prośby...
W miarę rosnącego nawału pracy, zmęczenia i chaosu nasz szef coraz odważniej pokazywał pazurki. Szybko zauważyliśmy, że może i jest całkiem niezłym specjalistą, ale żadnym szefem. Każdemu stopniowo dokładał obowiązków, które obejmowały coraz szerzej zakres szefowej pracy. Pojawiła się dzienna rozpiska rzeczy, które muszą być wykonane, sam znikał długo przed końcem pracy, najpierw pod przykrywką konieczności spotkania z dyrektorem(w nocy), potem bez przykrywki.
Gdy coś nie zostało wykonane na czas J. zaczął szantażować swoich podwładnych. "Gdy zamelduję o tym w biurze, prawdopodobnie obetną wam premie" lub "Nie dam wam premii, bo robicie wszystko, by mi zaszkodzić!" Szybko zareagowałam słowami " nie ty nam płacisz, więc nie szantażuj nas." Jego reakcja była natychmiastowa- "Nie dyskutuj ze mną, bo JA TU JESTEM SZEFEM i zaraz pójdę do biura". Odparłam- "idź, nie masz na co się oglądać". Oczywiście- NIE POSZEDŁ. Jego szantaże tylko na słowach zawsze się kończyły.
 On zapadał się coraz bardziej we własnych gierkach i manipulacjach. Szukał litości i u niektórych znalazł. Stał się super przyjacielem dla tych osób. Zauważył również, że nie może mieć wszystkich, zatem postanowił poróżnić nas i na zawsze załamać nasze wieloletnie relacje. Produkował plotki jak oszalały, nasyłał jednego na drugiego, podsycał gniew w ludziach, gdy tylko nadarzyła się okazja. Czas na osłabianie fundamentu by powalić cichaczem "Belweder".

4. Gra na wszystkich frontach. Dobra mina do złej gry- robienie "bawolich oczu" do dyrektora i szczerzenie kłów do stada podwładnych.
 Gdy ktoś coś źle zrobił lub popełnił błąd, J. wybaczał wszystko i wszystkim. Cel w tym wiadomy. Trzeba było dbać o relacje w pracy i wybaczać, przymykać oczy na wszystko, by później wszyscy przymykali oczy na jego przestępstwa. Często powtarzał: " Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr". Nic bardziej mylnego! W jego psychofażym rejestrze cokolwiek raz zapisane, nie ma racji zniknięcia, ani wymazania. Trzeba było tylko poczekać kilka dni, by pretensje za wcześniej popełniony błąd zostały wręcz "wyrzygane" na wszystkich w odpowiednim momencie. To zjawisko cykliczne, występujące minimum raz w tygodniu. Swoista huśtawka emocjonalna dla personelu. Raz kocham i wszystko wybaczam, by za chwilę znienawidzić i wszystko wygadać z podwojeniem ekspresji. <--- Tak samo jak w domu!
W obliczu właściciela i dyrektora generalnego nasz psychofaży szef nie posiadał się ze szczęścia z przebiegu pracy, którą zarządzał. Wszystko zawsze szło doskonale, a każdy jego pomysł ulepszenia czegokolwiek spotykał się z absolutną aprobatą. Tyle tylko, że nie jego ludzi i nie szefostwa. Zaczął okradać firmę, fałszując faktury, układając się z dostawcami, którzy wielokrotnie dowozili zamówiony przez niego towar prosto do jego piwnicy. Pan J. nie zauważył wtedy, że nie on jest odpowiedzialny za stan magazynu i realizację zamówień. Szybko wykryłam niezgodności stanów magazynowych z danymi na fakturach, zgłosiłam to do odpowiednich ludzi, również szefów innych działów. Ci założyli mu pętlę na szyję.
Próbował również i z nimi zawrzeć ugodę, w zamian za milczenie proponował podział "łupów". Nikt się nie zgodził. Wszystko trafiło do biura, J. został wezwany na dywanik, lecz nie zwolnili go jeszcze. Zaczął się upadek gry o "tron".
Oszustwa, kłamstwa, kradzieże, manipulacje- wszystko dla zaspokojenia własnych "ambicji" bycia potworem, który może mieć władzę nad wszystkimi, wszystkim i wszędzie!
Im więcej frontów jest do ogarnięcia, tym więcej błędów popełnia psychofag, tym bardziej gubi się we własnych kłamstwach i manipulacjach. Słabnie! Najprawdziwszy diabeł- nie człowiek!

5. Autodestrukcja 
Kulminacyjny moment nastąpił w chwili gdy większa część stałych pracowników udała się do biura i złożyła w tym samym czasie wypowiedzenia z zachowaniem ustawowego okresu wypowiedzenia. Przyczyną wszystkich wniosków była zła organizacja pracy, fatalna atmosfera i zbyt duża ilość godzin, za które dyrektor generalny nie zapłacił. Okazało się wówczas, że dyrektor nic nie wiedział o sytuacji i nawale pracy, jak również o nadgodzinach, które Pan J. zgrabnie(a raczej niezgrabnie) przemilczał. Spotkanie tychże pracowników z właścicielem firmy zaowocowało podniesieniem wysokości wynagrodzeń, uregulowanie zaległych płac i prośbą o powrót na stanowiska, degradacja J. do pozycji normalnego pracownika i zatrudnienie większej ilości pracowników na czas tymczasowego zapotrzebowania.
Pan J. został poinformowany o postanowieniach. Jego reakcją były nieustające szantaże kolegów z pracy, próby dalszych manipulacji, zwiększone kradzieże, aż w końcu całkowite zatrzymanie wymiany zdań i rozmów ze współpracownikami, unikanie szefów innych działów i dyrektora generalnego.
Cóż.... Jadowity gad- nie człowiek!

Moja przygoda z tym psychofażym szefem skończyła się w raz z podjęciem decyzji o zmianie pracy. Z relacji kolegów wiem, że Pan J. został zwolniony zaraz po tym, jak większość pracowników podjęła podobną decyzję do mojej.
Jeśli jesteś pracodawcą i nie chcesz doprowadzić swojej firmy do upadku, przyjrzyj się swoim pracownikom, zbadaj relacje panujące w twojej firmie i jak ognia wystrzegaj się psychopatycznych przemocowców, tutaj zwanych "psychofagami". Jeśli taki ktoś zasila szeregi twoich pracowników, zacznij go obserwować/ rozmawiać o jego intencjach względem ciebie jako pracodawcy i twojej firmy, zwróć uwagę na rodzaj jego stanowiska i powiązania. Uszczelnij swoje magazyny i nadzór nad nimi. Sprawdź koszty i wydatki, przyjrzyj się fakturom itd.. Zwolnij. Uchronisz się przed niebezpieczeństwem własnego upadku. 
Gdy podlegasz władzy psychofażego szefa, tzw "węża w garniturze" i nie ma on nikogo ponad sobą, zacznij szukać innej posady. Żadne pieniądze nie są warte takiego wyrzeczenia, które rujnuje twoją godność osobistą, zdrowie, nerwy i twój świat prywatny.
Gdy psychofagiem jest tylko ktoś ze współpracowników- ogranicz swoje kontakty z tą osobą tylko do kontaktów w pracy, zawodowych i tym samym minimalnych/służbowych. Pod żadnym pozorem nie opowiadaj mu/jej o swoich problemach, planach, życiu prywatnym czy czymkolwiek mającym związek z twoją osobą. Utrzymuj dystans, nie żartuj z taką osobą, bo wszystko co powiesz(w żartach czy serio) ZOSTANIE UŻYTE PRZECIWKO TOBIE!
Bardzo dobrym rozwiązaniem jest również wyznaczenie limitów spoufalenia się psychofaga, mających na celu ochronę własnej godności i prywatności. Tak samo jak na polu osobistym, czy w relacji damsko-męskiej.
Im stabilniejsza i wyższa wartość wewnętrzna ofiary tym trudniej się do niej dostać psychofagowi. Już tłumaczyłam wcześniej- NIE DLA PSA KIEŁBASA :))))))

Oczywiście tutaj opisana sytuacja może i zapewne jest dosyć szablonowa. Proszę pamiętać, że psychopatyczni przemocowcy zajmują się różnymi działami, specjalizacjami i dziedzinami.
Spotkałam się również z sytuacją, gdy przewodnik duchowy organizujący szkolenia rozwojowe, coaching i terapie różnego kalibru też jest książkowym psychofagiem. Tego typu zajęcia są dla nich doskonałym polem do zaspokojania głodu psychofażego żerowania, a każdy złamany/załamany psychicznie, życiowo pacjent/klient jest najłatwiejszą ofiarą podaną na złotej tacy, gotową na pożarcie!
Bardzo proszę o wyczulenie i zwiększoną uwagę na ten fakt, by czasem nie wpaść prosto z deszczu pod rynnę.
Proszę również pamiętać, że psychofag to nie tylko mężczyzna! Przemocowcami są również KOBIETY!

Dziękuję za uwagę i do .....następnego.


poniedziałek, 1 lutego 2016

ZAWSZE DO PRZODU cz.2- Efektywny detoks

Zakładam teoretycznie, że już wiemy, jak wyrwać się z toksycznego związku. Po przeczytaniu wszystkich artykułów w tutejszej zakładce Związek toksyczny, umieszczonych do tej pory, ogólne zasady walki z toksyczną relacją powinny być jasne, jak i też charakterystyka toksycznego partnera(wszyscy zachowują się tak samo!).
Po zakończonym związku nagle zostajemy sami, przestrzeń wokół nas wydaje się pusta, a nasze wewnętrzne poczucie wartości zrównane z ziemią. Czas zacząć się podnosić. Skutecznie i definitywnie. Ale jak?

Wynik końcowy powinien przynieść takie postrzeganie siebie jak mniej więcej na dołączonym obrazku. Nie mówię o poczuciu wyższości czy niedostępności dla innych. Mówię o subiektywnym poczuciu własnej wartości we własnych oczach+ niezachwiane poczucie pewności siebie. Dlaczego? Odpowiedź pojawi się na końcu artykułu(niech to zadziała jak soczysta "marchewka" :))

Pierwszym i najważniejszym aspektem detoksu jest świadomość, a konkretniej- jej stan. Już sam fakt, że znaleźliśmy się w tym początkowym punkcie kolejnego rozdziału naszego życia, świadczy o świadomości koniecznego zaprowadzenia zmian. Nie powinny to być tylko zmiany fizyczne, bo zmieniając wygląd otoczenia, ubrania czy fryzury zachowujemy się jak kameleon, przywdziewając odpowiedni kolor pasujący do sytuacji, jednak w środku pozostając tymi samymi stworzeniami z tymi samymi problemami.      NIE W TYM RZECZ!
Świadomość ma ogromną władzę nad naszym życiem i jest głównym i jedynym źródłem tak problemów jak i szczęśliwych, dobrych zdarzeń. Działa poprzez silne oddziaływanie na podświadomość, będąc głównym źródłem UCZUĆ i EMOCJI. Zatem, gdyby się nieco wgłębić w ten temat- myśli tworzą emocje, wywołują uczucia, które bezpośrednio oddziałują na podświadomość, a ta z kolei bez pytania i bez oceny realizuje je w życiu rzeczywistym, codziennym. Co i jak będzie zrealizowane w twojej najbliższej przyszłości, zależy tylko i wyłącznie od ciebie, bo tylko ty możesz wpływać na swoje myśli, zmieniać je i kontrolować. Jest to stosunkowo proste, gdy się bardzo tego chce, jednak wymaga uprzedniej nauki- jak alfabetu w szkole. W świadomości i podświadomości też trzeba uporządkować wiele rzeczy, tak samo jak przestrzeń dookoła. Oczywiście doskonałą metodą na naukę wewnętrznych porządków są fachowe pozycje powszechnie dostępnej literatury, jednak warunkiem jest poważne i konsekwentne podejście do tematu.

A tymczasem- początek.

1. Poczucie winy- początku możemy doszukiwać się we wczesnym dzieciństwie i jest jakby zakodowane w nasze systemy życiowe. Poza tym nie tak dawno nasz psychofag sowicie poił nasze świadomości rodzajem afirmacji, które miały na celu wywołanie poczucia winy, by przesunąć odpowiedzialność na ciebie za efekty swoich występków. Zatem masz wpojone, że wszystko złe, co się przytrafia w twoim życiu i wszystkich innych to twoja wina i chociaż (być może) nigdy nie przyczyniłeś/aś się bezpośrednio do tak potwornych konsekwencji- zawsze musisz zostać nimi obarczony/a. I jest w tym dużo prawdy! Jesteś twórcą własnego życia i sam sobie robisz "se-puku" z powodu psychicznych skrzywień lub jakiś głębokich urazów z przeszłości i musisz wiedzieć, że dopóki wewnętrznie nie rozprawisz się z nimi- sam jesteś sobie winien! Brutalna PRAWDA!
Po zakończonym związku toksycznym zawsze następuje moment powrotu wspomnień, nawet jeśli siłą próbujemy je tłamsić gdzieś z tyłu głowy. Nie należy tego robić! Przeżywanie i analizowanie wspomnień ma na celu zwrócić naszą uwagę na konkretne aspekty, może drobne szczegóły, które niosą ze sobą informację, zmuszają nas do nauki czegoś- odrobienie lekcji.....z historii własnej. Bardzo często podczas tych analiz sami wywołujemy poczucie winy wraz z nienawiścią, złością czy innymi nieprzyjemnymi uczuciami. Wtedy zazwyczaj jesteśmy źli na siebie, że daliśmy się tak nabrać, że straciliśmy tyle lat z życia, że po nic to było? A było po nic? ..... Otóż to. Analizy mają cel, musimy coś zrozumieć. Bez zrozumienia błędu, nie da się nic zmienić, a następny będzie taki sam, bądź o wiele gorszy w skutkach. Ile takich związków toksycznych chcemy przejść? A będziemy w takie wpadać zawsze, dopóki nie odrobiny naszych wewnętrznych zaległości i nie zrozumiemy, gdzie tkwi błąd. Ja powiedziałam sobie kategoryczne STOP. Nie chcę nigdy więcej przeżywać cierpienia z powodu relacji z toksycznym partnerem i dlatego konsekwentnie zabrałam się do roboty....nad sobą. Poczucie winy doprowadziło mnie do poszukiwania przyczyn we mnie. Dlaczego przyciągam takich psychofagów? Co jest ze mną nie tak? Na takie pytania każdy musi sam znaleźć odpowiedzi w sobie, szczerze i bez oszukiwania, ponieważ w razie auto-oszustwa- efekt też będzie adekwatny do działania. Poczucie winy oznacza, że jesteśmy i czujemy się odpowiedzialni za SWOJE ŻYCIE i życie innych. Więc bądźmy odpowiedzialni tak od początku do końca. Braliśmy odpowiedzialność za innych, chcieliśmy przeżyć ich życie, by tamtym żyło się lżej. A kto przeżyje twoje? NIKT, bo nikt tego nie może zrobić. Każdy musi przeżyć sam swoje życie i to też musisz zrozumieć, nauczyć się. Gdy już dojdziesz do wniosku, że w tobie gdzieś leży przyczyna tworzenia toksycznych relacji(pozwolenie na wykorzystywanie), mam nadzieję, że zrozumiesz, że czas to zmienić.

2. Próba zrozumienia- w czasie analizy wspomnień staramy się zrozumieć postępowanie psychofaga, zadajemy sobie pytanie "dlaczego?".  Na próżno nasze starania. Jeśli jesteśmy zdrowymi na umyśle ludźmi, nie jesteśmy w stanie zrozumieć psychofażego postępowania, bo nie jest normalne, nie jest oczywiste, nie nosi znamion świadomego działania na poczet korzyści. Nie jest wytłumaczalne. Zauważyłam, że psychofaże manipulacje mają znamiona autodestrukcji i jałowego żerowania na wszystkim co się da. Żaden psychofag nie jest świadomy konsekwencji własnego postępowania, czyli sam tak do końca nie rozumie siebie. Nie potrafi przewidzieć ani świadomie odczuwać procesu autodestrukcji ponieważ nie potrafi szczerze przyznać się do swoich błędów(nawet przed sobą). Więc? Zamiast szukać zrozumienia w psychofażym postępowaniu, zacznijmy go szukać w naszym postępowaniu, reakcjach i przemyśleniach. Szukajmy zrozumienia naszych wewnętrznych przekonań i procesów, pchających nas w ramiona kolejnych emocjonalnych gwałcicieli. Dlaczego?

3. WYBACZENIE- klucz do zmian, do nowego życia, klucz do szczęścia i pomyślności, najważniejszy klucz wśród wszystkich kluczy! Skoro to tak kluczowe zagadnienie, należy się przyłożyć. Wybaczyć należy wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób cię skrzywdzili tak w ostatnim czasie jak i x lat temu. Wybiórcze wybaczenie nie przyniesie żądnych większych efektów. Skrywane wiele lat urazy piętrzą się jak dokumenty na biurku czekające na księgowanie. Rzeczywiste oddziaływanie psychicznych urazów jest o wiele poważniejsze. Takie urazy to nic innego jak trzymanie w podświadomości starych przeżyć, wydarzeń, które się już zdarzyły i których już nie możemy zmienić! Wystarczy do nich wrócić teraz, zaakceptować, przyjąć do wiadomości fakt, że się zdarzyły i bez żadnych pretensji wybaczyć oprawcom. W wielu przypadkach dawni oprawcy to również rodzaje psychofagów, zwróćmy na to uwagę. Zatem na próżno szukać zrozumienia dla ich postępowania. Zadali rany i nie są tego świadomi, a trzymanie się pretensji i skrywanie nienawiści niszczy tylko twoje życie- niczyje inne! Pragnij wybaczenia i postaraj się pozamykać wszystkie dawne drzwi, zostawiając najgłębsze urazy za nimi. Pozwól odejść twoim oprawcom i bądź pewien/pewna, że otrzymają oni sprawiedliwą zapłatę od życia. To samo się tyczy twojego ostatniego partnera. Niech odejdzie w pokoju. Wybaczając mu, wybaczasz sobie. Stało się...Teraz jesteś silniejszy/a i mądrzejszy/a.
Jeszcze jedna ważna kwestia- wybaczenie to uczucie, a nie słowa! Słowa mogą jedynie posłużyć jako afirmacja dla wytworzenia uczucia wybaczenia. To zazwyczaj wystarcza. Wybaczenie jako uczucie nie należy do najłatwiejszych do osiągnięcia i wymaga czasu, ale intensywność odpowiedniej afirmacji powtarzanej kilka razy dziennie znacznie skraca ten czas. Dla przykładu podaję krótką afirmację, z której można skorzystać. " Z całego serca wybaczam ci (tu wstaw imię oprawcy), wybaczam tobie wszystkie krzywdy. Pozwalam ci odejść w pokoju. Jesteś wolny."Jeśli kiedyś ty stałeś/aś się czyimś oprawcą- koniecznie trzeba poprosić o wybaczenie. Uzyskanie tego może odbyć się w podobny sposób, korzystając z afirmacji, jeśli nie ma dostępu do osoby skrzywdzonej. Wtedy taka afirmacja będzie wyglądać następująco: "Z całego serca proszę cię (tu wstaw imię pokrzywdzonego) o wybaczenie mi wszystkich krzywdzących czynów i słów. Pozwól odejść mi w pokoju i być wolnym." Po miesiącu zacznie się pojawiać uczucie spokoju i błogości, zacznie się dziać WYBACZANIE. Pod warunkiem, że sumiennie zabierzemy się do odrobienia tej lekcji.

4. Poziom wartości wewnętrznej- coś, czego nie da się zmierzyć żadną miarą i coś, co wpływa bezpośrednio na poziom naszego życia. Jeżeli jesteś pełen/pełna frustracji, kompleksów, czujesz się jak ktoś gorszy, nie dość dobry, jaki poziom życia prowadzisz? Masz wymarzoną pracę? Wspaniałego partnera? Boską rodzinę i wszystko dookoła? Dlaczego nie? Złość, frustracje, złośliwość, zazdrość i wszystkie tym podobne emocje blokują odczuwanie szczęścia, dając w rezultacie to, co przeżywasz każdego dnia- brak środków na minimalne potrzeby, brak wszystkiego, co tak bardzo przez ciebie upragnione. Bo taka jest twoja wewnętrzna wartość! Dostajesz dokładnie to, co czujesz i w co wierzysz, a tak się akurat składa, że wierzysz we wszystko i wszystkich, za wyjątkiem SIEBIE! To też czas zmienić. Powiem ci teraz coś, co bardzo ci się spodoba i co jest absolutnie prawdziwe. Uważaj! JESTEŚ CZŁOWIEKIEM DOSKONAŁYM SAMYM W SOBIE! Zapamiętaj to zdanie i powtarzaj codziennie przed i po śnie. Zacznij zastanawiać się nad tym zdaniem, postaraj się zrozumieć. Wtedy mi przyznasz rację. Jesteś doskonały/a ponieważ jedyny w swoim rodzaju, oryginalny i niepowtarzalny, myślisz po swojemu i odczuwasz po swojemu. Teraz po związku toksycznym poczuj wdzięczność i doceń swoją siłę i doskonałość. Psychofag nie zdołał cię zabić! Wygrałeś/aś!!!!
Świadomość poziomu swojej wartości nie wymaga żadnych potwierdzeń. Szukając sposobności potwierdzenia swojego fajnego charakteru czy sposobu bycia(na przykład) wystawiamy się na zawsze skuteczny odstrzał przez kolejnego przemocowca. On/Ona zawsze chętnie potwierdzi twoje potrzeby, ale sam/a osądź czy szczerze?

5. Afirmacja/modlitwa- drzwi do nowego życia. Afirmacje powinny być pozytywne, bo mają nieść pozytywne zmiany, jednak bywają i negatywne, które niosą problemy. Takimi negatywnymi afirmacjami karmił nas psychofag. Sam/a dobrze wiesz, jak to się skończyło i ile cierpienia przyniosło. Chcesz to powtórzyć? Tak na prawdę każde słowo, każda myśl jest afirmacją i wpływa na nasze życie.
- " Ty zawsze musisz coś spieprzyć"- ile razy to słyszałeś/aś? Ile razy powiedziałeś/aś tak sam/a do siebie? A efekt? Chyba nie spodziewasz się, że nagle po takich słowach zawsze wszystko będzie ci wychodzić? Skoro zawsze wszystko spieprzysz to nie tylko sprzęty, czy pracę źle wykonasz, ale również i swoje życie. Logiczne, prawda? Jak wszystko- to wszystko!
- "Wyglądasz jak pajac"- po takich słowach nie tylko będziesz wyglądał/a jak pajac, ale też będziesz się tak czuć!
To tylko przykłady. Zamień te negatywne przykłady na pozytywne afirmacje i zastanów się jak się czujesz gdy ktoś lub ty sam/a mówisz je do siebie?
- "Świetna robota, jak zawsze"
- "Wyglądasz jak bogini/młody bóg"
:)
W internecie można znaleźć biliony fajnych afirmacji, tak samo jak miliony publikacji i pozycji literatury na ten temat. Z własnego doświadczenia wiem- WARTO!

6. Miłowanie siebie samego- ŻEBY POKOCHAĆ BLIŹNIEGO SWEGO NAJPIERW MUSISZ KOCHAĆ SIEBIE SAMEGO!!! Fakt- tego na religii nie uczyli i nie uczą, a powinni. Kochając siebie bezwarunkowo jesteśmy w stanie kochać naszych partnerów równie bezwarunkowo. Wiecznie niezadowoleni z siebie, zawsze gdzieś o krok za późno, z tyłu, niezadowoleni z własnego wyglądu, zatroskani, z bagażami męczących urazów z przeszłości i doświadczeń, z wiecznymi pretensjami i winami najpierw wobec innych, potem siebie. W jaki sposób wyobrażasz sobie kochać swojego wymarzonego partnera jeśli sam/a nie kochasz i nie szanujesz siebie? Nosząc w sercu żale i złość na coś, promieniejesz skrywaną agresją- do siebie, którą szybko przelejesz na wybranka/ę. Nie akceptujesz swoich wad i słabości, bo nie chcesz spojrzeć prawdzie w oczy. Nauczmy się kochać siebie i akceptować siebie takimi, jakimi jesteśmy. A jak już wspomniałam wyżej- jesteśmy doskonali!.
" KOCHAM I AKCEPTUJĘ SIEBIE." <---- recepta na miłość :) Najpierw wypowiedz te słowa do siebie, stojąc przed lustrem, patrząc sobie głęboko w oczy. Zapewniam cię, że pierwsze odczucie będzie podobnym do wrażenia oszukiwania siebie. To teraz się zastanów na ile kochałeś/aś swojego byłego partnera/partnerkę? To też było oszustwo! Ok. To już wiesz, że czas zacząć od początku. Wróć do punktu 1 i przerób to wszystko jeszcze raz, ale tym razem świadomie i szczerze zastanów się nad sobą. Codziennie milion razy powtarzaj siebie afirmację miłości, patrz w swoje oczy... Niech stanie się ona zamiennikiem przekleństwa, ostatnimi słowami przed snem i pierwszymi każdego poranka. Po miesiącu zaczniesz patrzeć na siebie zupełnie inaczej- gwarantuję. 
Gdy nie kochamy siebie, odczuwamy deficyt miłości i dlatego tak rozpaczliwie, często na siłę szukamy partnera, który nas pokocha. Błędne koło. Działanie też prowadzące prosto w ramiona kolejnego psychofaga. Kochając siebie szczerze i bezwarunkowo nie odczuwamy deficytu miłości, ponieważ ją mamy cały czas. To takie samo uczucie jak miłość do dziecka lub do rodzica. Wtedy nie szuka się niczego, jedynie pasującego towarzysza. I wierzcie mi- nie ma opcji na kolejnego psychofaga! Taki nawet nie zwróci na nas uwagi lub jeśli spróbuje- przy pierwszym podejściu zrezygnuje. Jesteśmy dla niego zbyt "wysokim progiem". :) 
Kochając siebie nie pozwolimy się skrzywdzić, miłość wymaga obrony, dbałości i pielęgnacji, zatem automatycznie będziemy bronić samych siebie, ponieważ kochamy siebie. Tak samo jak kochamy swoje dziecko, czy rodzica. Nie pozwalamy ich krzywdzić! To też logiczne, prawda?

7. Asertywność- ochrona nie tylko swojego poglądu czy wyrażanie sprzeciwu. Naucz się szanować siebie i swoje wartości, naucz się słuchać i kulturalnie wyrażać swoje opinie i bądź pewna swojej wewnętrznej pozycji. Naucz się bronić tych wartości, miłości i swojego życia. Mów NIE psychofagom. Nie rozpaczaj, gdy ktoś da ci kosza, widocznie nie był dla ciebie. Gdy tylko rozpoznasz psychofaga, ogranicz z nim kontakty lub je całkowicie zerwij. Jeśli musisz z takim pracować- ogranicz te kontakty do minimum, tylko do spraw zawodowych. Jeśli jest twoim przełożonym- staraj się wykonywać jego polecenia tylko te, które uważasz za konieczne i słuszne. Nie reaguj na jego głupie uwagi i pogróżki, że nakabluje na ciebie do biura. Pozwól mu, niech idzie. Nie bój się, nie okazuj strachu(jemu o to chodzi), bądź pewna swoich wartości, bezgranicznie ufaj sobie, a nie jemu. Jeśli szef jest psychofagiem- zacznij rozglądać się za inną pracą i nie żałuj dobrej wypłaty. Żadne pieniądze nie są warte zszarpanych nerwów i zdrowia, które wysysa psychofaży szef. Mówię ci. To też jedno z wielu moich doświadczeń z przemocowcami. 
Temat pracy z psychofagiem pojawi się w następnych artykułach. 

Bycie królem dla siebie zniechęca i skutecznie osłabia psychofagów. Niezachwiane poczucie pewności siebie i swoich wartości jest jak betonowy mur. Przebicie lub zburzenie takiego muru to zbyt ciężka praca dla pasożyta, choć zawartość po drugiej stronie niezwykle apetyczna. Cóż... "Nie dla psa kiełbasa" :)

Ujęłam tu tylko kilka najważniejszych moim zdaniem punktów do przerobienia w procesie detoksu. Jest ich dużo więcej oczywiście. Wszyscy zainteresowani przemianą znajdą bez trudu bardzo pomocne pozycje książkowe i wiedzę, która na prawdę podnosi poziom świadomości, a sumiennie odrobione lekcje z przeszłości skutecznie zamykają przeterminowane już rozdziały naszego życia. 
Podczas pracy nad sobą pojawia się wiele etapów, z którymi trzeba się zmierzyć. Jednym z nich jest etap widzenia wokoło samych psychofagów. Opowiem o tym w następnym odcinku.
W razie jakichkolwiek pytań czy wątpliwości- zapraszam do kontaktu e-mail.

A na koniec zacytuję tu słowa autorki książki "Moje dwie głowy"- "Nie dołuj się. Te lata to był czas na STAWANIE SIĘ... kimkolwiek stać się chciałeś/aś"
Powodzenia!





sobota, 11 kwietnia 2015

ZAWSZE DO PRZODU- cz.1- akty fizyczne.

...i to wcale nie jest takie oczywiste i proste, jakim się może wydawać. Jedynym pewnikiem w tym procesie jest fakt, że tylko czas i data zawsze idą do przodu, nigdy nie zatrzymując się i nie oglądając się za siebie. Właśnie.
Dziś powracam do tematu, by podzielić się  osobistą bijatyką, której celem było wyjście na prostą i zmiana priorytetów, wdrożonych w dotychczasowe plany związane z życiem u boku przemocowca. Dziś, przeszłość za zakluczonymi drzwiami przechodzi wewnętrzny proces......utylizacji ;)

 Wychodząc z popiołów, pozostałych po toksycznej relacji, walczymy sami ze sobą, aby najpierw przeżyć pierwsze samotne dni, potem, zorganizować sobie jakąś teraźniejszość, aż w końcu przetasować cele, zmienić kierunek działania i polepszyć własną przyszłość z właściwym partnerem u boku. Sprecyzowanie nowych priorytetów przychodzi w momencie wewnętrznego pogodzenia się z przeszłością, co oznacza akceptację momentu, w którym aktualnie się znajdujemy. Oczywiście jest to proces niekrótki i wynik końcowy zależy od nas samych i naszych wewnętrzych przekonań. Warto tu zwrócić uwagę na nasze chęci dokonywania zmian, zastanowić się, czy napewno chcemy iść ZAWSZE DO PRZODU? A może jednak tęsknota za przemocowcem jest na tyle ogromna, że pragniemy jedynie powrotu?
Nie chcę nikomu mówić, co należy robić i jak. Dzielę się tylko własnymi doświadczeniami, sposobami walki i opisuję proces powrotu do normalnego i spokojnego życia. Ja nie mogłam pozwolić sobie żyć na poziomie podłogi, moja wewnętrzna wartość zawsze sięgała dużo wyżej i dlatego podjęłam walkę zwaną "detox" ;)

1. Sprzątanie pozostałości. Wymaga co najmniej miesiąca. Pierwsze porządki zrobiłam tydzień po zakończeniu relacji z przemocowcem, ale porządki te niewiele miały wspólnego ze sprzątaniem. Spakowałam resztę pozostałych rzeczy po psychofagu do dwóch czarnych worków, jeden przeznaczony na rzeczywistą utylizację, a drugi skazany na dłuższy pobyt w piwnicy, gdzie miał nabierać mocy urzędowej. No i nabierał. W tym czasie usunęłam jakiekolwiek szczątki zapachowe przemocowca, piorąc/myjąc/dezynfekując wszystko, czego dotykał wcześniej. Po miesiącu wróciłam do porządków, tym razem tych komputerowych. Zrobiłam formatowanie dysków, by usunąć bezpowrotnie wszystkie znaki jego istnienia i choć w tym czasie czułam, że oszukuję samą siebie, trzymałam się twardo świadomej decyzji. Znikanie przemocowca też odbywało się stopniowo. Oczyściłam przestrzeń fizyczną i komputerową, ale nie dotknęłam tej mobilne(telefon), jeszcze nie.
Fizyczne pozbycie się pamiątek/pozostałości po partnerze oczyszcza fizyczną przestrzeń ze wspomnień, które w tych momentach są bolesne i niepotrzebnie mogą pogłębiać stan depresyjny. Im mniej przedmiotów przypominających nam byłego partnera i co gorsza- jego akty znęcania się nad nami, tym szybszy powrót do stabilizacji.
Rozumiem doskonale pęknięte na kawałki serce, zgwałcone emocje i zranioną duszą ryczącą w konwulsyjnym bólu, rozumiem bezsilność walki z tym wszystkim. W ciągu pierwszego miesiąca- moją jedyną walką było zajęcie sobie rąk pracami domowymi, zajęcie głowy analizowaniem przeszłości(wspomnienia o partnerze) i usilne szukanie sposobu zakończenia tych cierpień. Płakałam, wkładając do czarnego worka ostatnie szczątki mojego związku toksycznego. Pozwalałam sobie płakać, łkać w kącie jak skarcone dziecko. Odbył się przecież pogrzeb mojego małżeństwa. Pojawiały się próby odrzucania wspomnień i analiz, jednak wracały do mnie jak bumerang, kończąc bieg powrotny uderzeniem o moją głowę. Zatem wtedy nie pozostawało nic innego, jak przeżyć to małżeństwo jeszcze raz w umyśle, przeanalizować, zaakceptować taki stan rzeczy i co najważniejsze- zrozumieć i trafnie nazwać jego dolegliwości.

2. Milion pytań do... ścian, lustra, podłogi, miotły, odkurzacza, poduszki, samochodu, radia, telewizora i samej siebie. Stawianie sobie pytań typu "dlaczego ja", "jak mogłam do tego dopuścić", "jak to zmienić", "i co dalej", "po co to było" służy poszukiwaniom odpowiedzi. Wszystkie odpowiedzi na tego typu pytania są w nas samych, problem jednak w tym, że dopóki nasze umysły są zajęte trawieniem bolesnych wspomnień/myśli o pasożycie nie jesteśmy w stanie usłyszeć żądnej z nich, gdyż umysł je dosyć skutecznie zagłusza. Znalazłam moment względnej ciszy- przed snem i starałam się otworzyć umysł. Pragnienie zakończenia tego cierpienia było tak silne, że w końcu pojawiały się wyczekiwane odpowiedzi i wcale nie były miłe. Bałam się powrotu przemocowca, bałam się własnych słabości, bałam się kolejnej porażki, niewolnictwa i władzy absolutnej. To właśnie strach najskuteczniej motywował mnie do ruszenia naprzód. Czytałam dużo literatury fachowej, przerabiałam ćwiczenia kontaktu z podświadomością. To bardzo pomagało. Oczywiście z miliona pytań zrodziło się kolejnych milion. W końcu zaczęłam prowadzić na głos rozmowy z samą sobą, najczęściej prowadząc samochód, biorąc prysznic, spacerując i nawet jeśli ktokolwiek mnie wtedy usłyszał, nie zwracałam uwagi na to, co może sobie o mnie pomyśleć. Przecież to moje życie, a nie jego!

3. Wyrzucenie emocji-  akt wewnętrznego oczyszczenia, a bynajmniej próba. Tłumione przez miesiące i lata emocje tworzą coś w rodzaju bomby zegarowej w naszych ciałach i od nas zależy gdzie jej pozwolimy wybuchnąć. Nie łudźmy się, że to powojenny niewypał. Ta bomba wybuchnie na 100% i nie ma wątpliwości, że jeśli wybuch nastąpi w naszym wnętrzu, konsekwencje będą jak po wybuchu bomby jądrowej lub masowego rażenia. Tymi konsekwencjami zostanie obarczone nasze ciało, umysł i stabilizacja życiowa! O wiele prościej i skuteczniej jest zapobiegać konsekwencjom i warto nauczyć się wydalać tego typu bomby, pozwalając im wybuchnąć......na zewnątrz. Ja użyłam do tego: krzyku w zamkniętym samochodzie, śpiewu do muzyki z radia podczas drogi(tak głośnego, że po godzinie traciłam i głos i decybele), bicie pięściami poduszki, ponadsiłowe ćwiczenia na siłowni i taniec. Wszystko to, to moje sposoby odreagowania, wyrzucenia z siebie zgwałconych emocji. Warto też uzmysłowić sobie, że takie upusty emocji nie są niczym złym, a wręcz przeciwnie. Dla zrozumienia prostej logiki tego twierdzenia podaję przykład. Gdy coś/ktoś nas cieszy, sprawia nam wielką radość, przyjemność, wtedy śmiejemy się w głos, płaczemy ze śmiechu, podskakujemy radośnie, tańczymy,śpiewamy- wydalamy radość na zewnątrz, która jest również emocją, ale pozytywną. Gdy czujemy gniew, złość, oburzenie i tym podobne negatywne emocje, też powinniśmy je wydalać na zewnątrz w podobny sposób, ale negatywne emocje są źle postrzegane przez społeczeństwo i uczono nas zawsze je skrywać, tłumić w środku, kontrolować i nieokazywać, bo tak jest "grzeczniej". Ja również byłam tak wychowywana. Skoro społeczeństwo nie toleruje negatywnych emocji i spycha je do zaśmieconych piwnic własnego systemu istnienia, postanowiłam wydalać je na zewnątrz w taki sposób, by nikomu nie wyrządziły krzywdy, w odosobnieniu, szczelnie zamkniętym pomieszczeniu....na odludziu(jak kto woli). Pisanie listów do psychofaga też jest formą wydalania gniewu, pod warunkiem, że żaden z nich do niego nie dotrze. Tak i ja pisałam, nie przebierając w słowach. Co zyskałam? BRAK powybuchowych SKUTKÓW UBOCZNYCH i w końcu wewnętrzny spokój.

4. Zapychacze i przyjemności.  Ich nigdy nie za wiele, lecz nie o ilość tu chodzi. Na początku wszystko, co jest w stanie zająć nam głowę jest zwykłym(nawet przymusowym) zapychaczem. Z biegiem czasu z tych zapychaczy pozostają tylko przyjemności. Zapychaczami są różne rzeczy, zajęcia, osoby- wszystko to, co pozwala oderwać się od myśli i analiz bliskiej przeszłości. Warto nauczyć się doceniać małe przyjemności- spacer po parku, ciasto upieczone tylko dla siebie, zapach nowego kosmetyku, nową i kolejną torebkę lub parę butów, itd... Ja zdałam sobie sprawę, że powinnam nagradzać się za te wszystkie cierpienia, które przeszłam i po pierwszej nagrodzie poczułam się jak zwycięzca. Wsiadłam w samochód, bez namysłu pojechałam do innego miasta oddalonego od mojego o 200 km i tam kupiłam sobie deser lodowy w środku zimy, zjadłam na miejscu jako dodatek do kawy(nigdy wcześniej tego nie robiłam) siedząc samotnie przy kawiarnianym stoliku. Mówiłam sobie, że to moja nagroda za to, że zdołałam przeżyć. Potem zaczęłam robić wszystkie te rzeczy, które były zabronione w relacji z przemocowcem. To dało mi poczucie wolności i złamało barierę, że czegoś nie wolno mi zrobić. Nowe kosmetyki, nowe buty, seksowna bielizna, zmieniona fryzura- nieważne co, byle by tylko było przyjemnością. Wszyscy zasługujemy na przyjemności i każdy postrzega je bardzo indywidualnie. Najważniejszy w tym wszystkim to UMIAR! Nie sztuką jest popadanie z jednego uzależnienia w drugie, nie taki cel przyjemności.
Pojawiły się również myśli, by poszukać szybko następnego partnera, który by skutecznie wyleczył mnie z parszywego stanu, ale gdy pojawiali się kolejni przemocowcy(w sumie tylko przemocowcy) zrezygnowałam z takiego planu bardzo szybko. Bałam się kolejnego toksycznego związku. Nawet przygodny sex nie wchodził w rachubę. Uważam, że tego typu zapychacz nic do mojego życia nie wnosi, a może stać się sporym zagrożeniem. Jednak są kobiety, które uważają inaczej. No cóż... Wewnętrzna wartość kobiety nie powinna sprowadzać się do tego poziomu, ale to kwestia indywidualnego podejścia do rzeczy.
Oddaj się pasjom, zacznij uprawiać jakiś sport, czytaj to, co cię interesuje, słuchaj muzyki....ale nie ślepo. Zwracaj uwagę o czym śpiewają artyści.. No właśnie. Muzyka może być doskonałą terapią, jesli nie przywołuje bolesnych wspomnień. Ja szybko zrobiłam czystki w moje muzykotece. Większość artystów polskich i zagranicznych śpiewa o bolesnym czekaniu na ukochanego, o bólach tęsknoty, o zdradach i nadziejach, miłościach niespełnionych...W moim rozumowaniu- takie utwory były zbyt psychofaże i męczące. Zrezygnowałam z piosenek polskich, angielskich i hiszpańskich, ponieważ znam te języki i rozumiem teksty. Poszukałam piosenek w takich językach, których nie znam i nie ruzmiem- np. hiduski, francuski, węgierski... Dużą rolę odegrała i nadal odgrywa muzyka medytacyjna. To był mój rzeczywisty reset. Teraz powracam do piosenek już mi znanych, lecz nie do tych "naszych wspólnych". Wykreśliłam je ze stanu istnienia.
Nie bój zachowywać się jak dziecko(oczywiście tylko czasami), zrób coś, co zrobiło by dziecko(w każdym z nas jest dziecko, ukryte w naszym wnętrzu, pozwól mu wyjść choćby i na chwilę). Nie przejmowałam się widokiem wielu "gapiów", gdy kilkanaście minut dziennie huśtałam się na huśtawce, z wielką przyjemnością oglądałam kreskówki i bajki długometrażowe oraz programy dla dzieci, skakałam w "klasy" własnoręcznie narysowane na chodniku...to wszystko dla przyjemności.
Jest wiele sposobów dogadzania sobie, rozwijania się i robienia wielu szalonych rzeczy, lecz nie wszystkie są darmowe. Sytuacja finansowa po toksycznej relacji z oczywistych powodów zawsze kuleje przez pewien czas, tak i moja kulała na wszystkie nogi, a właściwie to siedziała na wózku inwalidzkim(nawet), więc nie mogłam sobie pozwolić na to, co bym chciała. Przede wszystkim dzięki tym darmowym przyjemnościom zaczęłam kochać przebywanie we własnym towarzystwie, jakakolwiek tęsknota odeszła w siną dal- i o to chodziło. 

5. Zero kontaktu - najważniejszy i najtrudniejszy punkt i gwóźdź programu detoksykacji!!! Podtrzymywanie jakiegokolwiek kontaktu z toksyną gwarantuje dalsze tkwienie w narkomanii, a przecież nie po to znosimy teraz takie męki, by pogrążać się jeszcze bardziej. No tak, łatwo mówić. Trudniej zrobić.
W obliczu nękającej tęsknoty, łkającego serca i okazji, która zazwyczaj nadarza się dosyć szybko, trudno jest nie zareagować, jeśli "były" ukochany dzwoni, przysyła smsa, maila, pisze na czacie facebook itp.. A każdy psychofag próbuje powrotu prędzej NIŻ później. Bezpiecznie jest zablokować faceta wszędzie, gdzie się da, by nie miał szans podejmowania takich prób. "Bawole oczka" podczas przypadkowego spotkania na ulicy też mogą zdziałać cuda. W tym temacie jednak nakaz powinien być przestrzegany- omijać pasożyta szerokim łukiem zawsze i wszędzie! No tak, ale "niech pierwszy rzuci kamień, kto jest bez winy", kto nigdy nie uległ toksykowi. Tak, ja też się pokusiłam nie tyle, co o próbę powrotu, co o próbę zrozumienia tego, co się stało i czytałam maile od pasożyta, odpowiadałam..Skończyło się tylko (a może i aż) na czterech. Obszerne kazania duszpasterskie upadłego, lecz jeszcze w jego umyśle "poczciwie nam panującego" zawierały prośbę wybaczenia z jednoczesnym wskazaniem winowajcy- MNIE! Oczywiście z powodu braku jakiegokolwiek żalu z jego strony i jakiegokolwiek standardowego poszanowania mojej osoby maile z moimi odpowiedziami rozjuszały tylko jeszcze bardziej jego poczucie przeogromnej straty. Tak, żywiłam wtedy do niego nienawiść w najczystszej postaci. Jego wyznania miłości tym razem bawiły mnie do łez i jednocześnie zastanawiały nad realnym rozmiarem jego schorzenia psychicznego, bo w taką szufladkę włożyłam tą anomalię socialną. Za każdym jego mailem wypchanym stertą pieszczotliwych wyznań, marzeń i pragnień związanych ze mną, zawsze kryła się podstępna manipulacja mająca na celu zniewolenie mojego żywota ponownie. Wiedziałam i czułam to. Działo się to w czasie odkrywania prawdy o nim i jego gierkach. Zatrzymałam to ostatecznie, gdy poczułam zmęczenie czytaniem jego kolejnych kłamstw. Zablokowałam jego adres mailowy, wszelkie możliwe dojścia i od tamtego czasu rzeczywiście ZERO KONTAKTU.
Sytuacja może być jednak bardziej skomplikowana, gdy z takiego związku rodzi się dziecko(w czasie jego trwania lub po). Może wydawać się wtedy, że jesteśmy jakby zmuszeni to kontaktu z pasożytem. Tak to może wyglądać, jednak każdy ma szansę odciąć toksyczną pępowinę poprzez ustalenie sobie samemu moralnych granic. Na dobrą sprawę, gdy zaczynają nami targać uczucia tęsknoty lub chęci wyrównania jakichkolwiek rachunków(zemsta nie jest żadnym rozwiązaniem problemu, a wręcz przeciwnie) warto sobie przypomnieć kilka tych znaczących scen, które zabijały nas najbardziej jeszcze kilka dni/miesięcy temu. Czy oby napewno pragniemy powrotu? No właśnie. Więc trzymajmy się tej odpowiedzi zawsze.
Podziały majątków, rozwody, jakieś formalne wspólne zobowiązania- to można załatwić za pomocą adwokatów, własnych przedstawicieli, jeśli psychofag upiera się osobiście uczestniczyć w sprawie, jednak co najważniejsze- załatwić sprawy z nim związane jak najszybciej. Im szybciej, tym krócej potrwa cały proces detoksykacji.

Na drodze życia zdarzają się kamienie, potykając się i upadając, uczymy się świadomości, że droga, którą idziemy nie jest gładka jak stół! Każdy upadek powinien być nauką i rozwojem osobistym, niosącym wiedzę, która ma nas uchronić od ponownych upadków- otwierać oczy i zauważać kolejne kamienie, dając jednocześnie wiedzę pozwalającą je łatwo OMIJAĆ, chyba że zdecydujemy inaczej.
O psychice problemu i wychodzeniu na prostą w kolejnym odcinku.
Życzę silnej woli i wszelkich sukcesów.

Do następnego :) 

piątek, 27 lutego 2015

KRZYWOSTAN POBOJOWISKA

Wielką sztuką jest pozbieranie siebie i swojego świata do zbioru elementów jakoś uporządkowanych. Po upadku królestwa przemocy wokół ofiary rozciąga się rozległy teren, opustoszała przestrzeń, w której fruwają zgliszcza iluzji i strzępki emocji. W pierwszym miesiącu nie ma raczej opcji na jakiekolwiek sprzątanie i nawet jeśli ofiara jest nadzwyczaj silna, wtedy jest tak samo pochłonieta chaosem jak każda inna. Ja podobno należę do tych silniejszych, lecz w tym przypadku nie podniosłam w żaden sposób rekordowej poprzeczki czasu wychodzenia z toksycznej relacji.

Beti..."Ty jesteś jak zdrowie,
ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie
kto cię stracił."

Przetworzyłam te słynne słowa naszego wieszcza Mickiewicza na poczet dowartościowania samej siebie, w kilka sekund po ujrzeniu takiego widoku. Tak, straciłam siebie....

Studiowałam malarstwo(między innymi) i byłam pewna, że znam i rozumiem obrazy Pabla Picasso. Owszem, rozumiałam, ale inaczej.
Taki widok zobaczyłam we własnym lustrze krótko po upadku królestwa przemocy. Niby to ja, ale bardzo poćwiartowana, chaotycznie poskładana....tak byle jak do "kupy". Zastanawiałam się nad przyczynami i sposobami powrotu do swojego normalnego wizerunku(takiego rozpoznawalnego przeze mnie- patrz-> wizytówka profilu g+).
Psychofag zabrał mi urodę, iskrę życia i energii w oku, wiarę w siebie, powalił na łopatki cały mój świat. To niepodważalny wynik emocjonalnego znęcania się i wykorzystywania. Okrutny obraz efektu zanikającej indywidualności i nierównej walki. TAK, ale.....faktem również niezaprzeczalnym jest to, że sama mu na to pozwoliłam pod przykrywką iluzji miłości, którą mnie karmił systematycznie przez długi czas.
Pierwszy miesiąc cholernie wolnego i pustego czasu przyniósł wiele emocji- złości, gniewu, nienawiści, rozgoryczenia, łez, koszmarnych wspomnień wzbudzających w tym czasie obrzydzenie, pogardę i wreszcie pożałowanie- pożałowanie najpierw samej siebie i zmarnowanego czasu/życia, potem psychofażej psychiki(gdy nadszedł czas analizy). Najpierw dotarło do mnie z kim tak na prawdę miałam do czynienia i jak głęboko problematyczny jest ten temat w każdym społeczeństwie(niezależnie od kraju, religii, mentalności obywateli i zasobności ich portfeli). Bezsenne noce, ogrom wolnego czasu, który teraz dostałam od "losu" w prezencie(tak, byłam wdzięczna za to, co się stało, bo zrozumiałam powagę niebezpieczeństwa) wypchałam czytaniem, zbieraniem wiedzy fachowej na temat przemocowców i sposobów powrotu do życia po takich przejściach. W pierwszej kolejności dotarło do mnie, że mój "król" wcale nie jest inny od reszty zakochanych w przemocy królów. Potem poszło już taśmowo- poszukiwanie prawdy o tym jedynym(ironia). W ciągu tego miesiąca prawda wychodziła na jaw jakby sama, bez mojego większego udziału. Dostawałam maile i wiadomości od innych kobiet, byłych i obecnych kochanek, wyłapywanych przez niego na jednym z portali randkowych. Nagle wszystko zaczęło układać się w jedną, bardzo logiczną całość, choć skompletowanie wszystkich puzzli wymagało trochę dłuższego czasu i bardziej skomplikowanego zabiegu, na który wtedy nie byłam jeszcze gotowa.

Stał się CHAOS- wszędzie.
Górowały wciąż silne wspomnienia. Zasypiałam i budziłam się z tymi wspomnieniami w głowie. Często przeobrażały się w koszmary w snach i na jawie. Im dłużej to trwało, tym dalej cofałam się do początków naszej znajomości. Wciąż nękały mnie potężne stany lękowe i ataki nerwowe, jednak mózg zaczynał z wolna pracować inaczej- analitycznie. Bardzo chłodne analizy wszechobecnych wspomnień wykazujące stopień podłości, wyrachowania i użytej przemocy wobec mnie całkiem szybko wykreśliły niekontrolowaną chęć powrotu z mojej głowy, chociaż na tym etapie nie było mowy o wyzdrowieniu. Logika twardo ustaliła, że nie ma opcji powrotu i tego musiałam się konsekwentnie trzymać. Jednak, jak każdy narkonam- miewałam chwile dramatyczne- tęsknota za okruchami czułości, za rozmowami, konwulsyjny ból, wymioty bez powodu, łzy, krzyk do poduszki, krzyk w zamkniętym samochodzie i wiele innych.. Na szczęście mój logiczny rozum już wtedy nade mną czuwał i za każdym razem, gdy nachodziła mnie chęć wysłania do niego smsa/wiadomości/maila- nachodziło mnie jednocześnie pytanie: "i co mu powiesz?" lub "co chcesz uzyskać?" Wiedziałam już wtedy, że jestem łatwym łupem dla niego i że tak na prawdę ten etap walki jest najważniejszy- by wrócić do normalnego życia. Im więcej pojawiało się wątpliwości w moim sercu, tym częstsze były pragnienia skontaktowania się, wyłuskania choć jednego czułego słowa.
Utworzyłam sobie sekretny folder w moim komputerze i tam składowałam myśli skierowane do mojego psychofaga, listy pełne niecenzuralnych słów, agresji i pretensji, żalu, nienawiści, prób zrozumienia, pragnień, wyrazów bolesnej tęsknoty itp. Listy, których nigdy nie wysłałam. W tym czasie zaczęłam pisać na tym blogu temat ZWIĄZEK TOKSYCZNY, który był moim odruchem i pragnieniem zwiększenia świadomości, sposobem ochrony i dostarczenia wiedzy dla wszystkich pokrzywdzonych i zainteresowanych- plagą/epidemią ukrytej socjopatii społecznej naszej ery. 

I tak zaczął się trudny i zarazem przepiękny proces AUTOTERAPII.
Publikacje przyprowadziły do mnie osoby związane z tematem, osoby, które były w stanie mnie rozumieć, pojawili się nowi znajomi, ale temat psychofaga wciąż regularnie spływał z szarych komórek. Bardzo starałam się niezamęczać nikogo moimi doświadczeniami, gdyż wiedziałam, że osoby związane z tematem mają również swój bagaż na plecach. Potrzebowałam skuteczniejszych metod autoterapii. Odczuwałam już zbyt duże zmęczenie tematem i szukałam dróg zmiany myśli, uczuć, uporządkowania tego wewnętrznego chaosu. Gdy prosisz/szukasz pomocy- zawsze ją znajdziesz.
 Jedna z moich przyjaciółek zaproponowała przeczytanie fantasycznej książki Louise L. Hay "Możesz uzdrowić swoje życie". Znalazłam tam podstawy i wiadomości bardzo pomocne w moim chaotycznym stanie i sama podjęłam próbę uleczenia psychiki, zaczynając...........od przeszłości. Rozpoczął się czas intensywnej walki o życie, zmiany i zrozumienie, intensywny czas wybaczania samej sobie i wszystkim oprawcom, którzy w jakikolwiek sposób skrzywdzili mnie w przeszłości. Mój psychofag też do niej już należał, ale wybaczenie niestety nie nadeszło tak szybko. Wykonując kolejno zalecane przez Louise ćwiczenia(z bardzo szczerym i poważnym podejściem do tematu) doznałam szokującego olśnienia.

"Każdy z nas jest w stu procentach odpowiedzialny za wszytsko, co go w życiu spotyka".
Zasada działania podświadomości jest prosta. Podświadomość ZAWSZE realizuje wzorce naszego życia, które mamy zakodowane z przeszłości- wyniesione z domu, skonstruowane w czasie dorastania. Prawo przyciągania jest tym samym działaniem podświadomości, bazującym na uczuciach związanych z nabytymi wzorcami. A to oznacza, że bez kontroli i bez świadomości realizujemy "szablon" życia w rodzinie/związku/ relacjach międzyludzkich, który z jakiś powodów został skrzywiony X lat temu.
Pochodzę z tak zwanego "dobrego domu", jednak zdałam sobie sprawę, że mam wpojony obraz/syndrom ofiary i już mój pierwszy związek(pierwsza miłość) był związkiem toksycznym. Następne analizy doprowadziły mnie do jeszcze gorszych odkryć. Przez cały czas powielałam nieświadomie te same relacje z przemocowcami i dopiero teraz uświadomiłam sobie, gdzie leży problem. Po takim odkryciu zaczął się proces porządkowania wewnętrznego domu. Uczyłam się, jak wyrzucać z niego śmieci, tak by już nigdy nie wracały, jak zmienić wszystkie stare wzorce i przekonania, by nie miały już wpływu na moje życie, jak myśleć i czuć, by stworzyć nowe wzorce i nowe życie?
W czasie tych porządków pojawili się również kandydaci na nowych partnerów, jednak potwierdzili oni tylko fakt funkcjonowania jeszcze tych starych wzorców. Każdy z nich(chętnych kolegów) już na wstępie okazał się kolejnym okazem psychofażego gada, nawet bardziej agresywnym od tych poprzednich(moich partnerów). Oni również przysłużyli się do opisywanej charakterystyki psychofażych zachowań w tym temacie(poprzednie artykuły). Ich obecność zmotywowała mnie do pracy nad sobą, do intensywności ćwiczeń mających na celu zmianę tych starych wzorców. Oni pojawili się na moment(po pierwszym kontakcie- zablokowani) i stali się niewidocznym wyznacznikiem procesu odnowy....psychologicznej.
Nie ma opcji realizacji wymarzonego celu/związku/ spełnionej miłości/ szczęśliwego domu(i co tylko można sobie wymarzyć) bez zmiany tych skrzywionych, starych wzorców, zakopanych głęboko(przez nas samych) w naszej podświadomości! Niestety- konieczne jest wyciągnięcie ich ponownie na światło dziennie i "skuteczne ubezwłasnowolnienie", unieważnienie, zniszczenie ich- jeśli się na prawdę pragnie spokojnego, harmonijnego życia....z właściwym partnerem!
Syndrom ofiary niesie podświadome przyzwolenie na wykorzystywanie(między innymi) i wcale nie oznacza, że chcemy być wykorzystywani. Ok, chcemy, jeśli nie chcemy tego zmienić, chcemy, jesli nie mamy odwagi tego zmienić, chcemy, jeśli jesteśmy tego nieświadomi i nie możemy się przeciwstawić. Zawsze mamy wolny wybór.
Podjęcie tego wyzwania oderwało mnie od tematu psychofaga, od wspomnień i analiz. Powracały coraz rzadziej i wywoływały coraz chłodniejsze emocje i uczucia, aż całkiem przestały działać. Kontrolowanie myśli również przyczyniło się do stopniowego blaknięcia przeszłości.
Zaczęłam nabierać gotowości do świadomego powrotu!

MIESIĄC PRAWDY.

Wszechświat zaczął mi sprzyjać, przysłał mi wszystko, co potrzebowałam do przeprowadzenia śledztwa. Zaufany haker przewertował profile mojego pana w internecie, jego skrzynkę mailową(jakież szczęście- facet kolekcjonował stare wiadomości od kilku lat- pewnie też forma jakiegoś nałogu). Otrzymałam grubą księgę dokumentującą na papierze iście "gwiezdne" historie podbojów galaktyk karierowych i seksualnych mojego pana. Facet nie przebierał ani w środkach, ani w słowach. Zawsze i dla każdej ofiary stosował te same zagrywki, manipulacje, ale wyczytałam również, że niestety często wąchał zapach porażki(nic dziwnego, prawda?). Tak jak wcześniej, momentami pojawiały się wątpliwości, co do mojego "wyroku" i diagnozy psychofaga, tak po analizie tej pięknej księgi- wszystkie zniknęły!
Rozmowa z członkiem rodziny psychofaga przyniosła jednak decydujący moment. Chwila prawdy! Moje małżeństwo zostało zmanipulowane. Mój Pan miał cały czas "stałą" dziewczynę(rzekomą kuzynkę, z którą tak intensywnie wymieniał się sex zdjęciami w czasie trwania naszego związku, która utrzymywała go i w imię chorej miłości była zmuszana do tolerowania zdrad i chorych ambicji swojego "chłopaka". Muszę dodać,że ona została zmuszona przez niego do pokrycia wszystkich kosztów naszych zaślubin!!!). Mój związek z psychofagiem miał być tylko krótkim epizodem, który miał się zakończyć wraz z zajęciem mojej pozycji i miejsca w moim życiu, pracy i przejęciem mojej kariery. Pan marzył o działalności politycznej i biznesowej, do której ja miałam i możliwości i dojścia. W planie było również zajęcie mojego domu i wykluczenie mojej rodziny. Jego rodzina została bardzo dokładnie poinformowana o biznesowym charakterze naszego małżeństwa, a jego dziewczyna i inni członkowie jego rodziny mieli obiecane kariery u boku psychofaga. Zostałam poproszona o wybaczenie, osoba, która mi to wszystko powiedziała też została oszukana i okadziona przez tego samego psychofaga. Z kolejnych napływających do mnie informacji bieżących(od hakera) wyczytałam, jakie jest aktualne położenie i sytuacja pana psychofaga. Wrócił do łoża swojej kochanej dziewczyny(również do jej mieszkania, pieniędzy i życia),wciąż nieustannie poszukując nowych ofiar i kolejnych okazji do zdrad...Wyciąg zapisu jego rozmów telefonicznych, zdjęć i wiadomości, zapisanych w pamięci mojego telefonu, którego używał, był tylko potwierdzeniem słów, które do mnie dotarły. Tym razem cieszyłam się, że psychofaże zabawy w miłość i dojenie "dawcy" już mnie nie dotyczą.
Jednak nie byłam pewna tak do końca, jak mam na to wszystko reagować, a w środku kolejno pojawiały się uczucia żalu, obrzydzenia(tak do siebie, jak i do mojego psychofaga i jego dziewczyny, którą znałam osobiście), potem nadeszła wdzięczność i na samym końcu najprawdziwsze wybaczenie- uczucie wolne od urazów i gniewu. Przyjęcie prawdy "na klatę" wymagało odwagi zaakceptowania chorej sytuacji, która zdarzyła się w przeszłości i której już nie mogłam zmienić.
W końcu nastąpił przełom, który w efekcie spowodował, że chaotycznie poćwiartowane części ciała i ułożone w wymowny obraz Pabla Picasso zaczęły wracać na swoje właściwe miejsce, by znów tworzyć prawdziwy obraz silnej kobiety w moim lustrze.

"Dziś piękność twą w całej ozdobie
widzi i opisuje, bo tęskni po tobie."

Mam nadzieję, że naród mnie nie zlinczuje, za przetworzenie słów Mickiewicza, które tu stwierdzają fakt.... i akt żalu.....utraconych OKAZJI ;) i które stały się zapłonem wielu afirmacji dowartościowania nowej MNIE.

To jeszcze nie koniec tematu. Właśnie teraz pojawiają się aspekty zasad wychodzenia z podniesioną głową ze związku toksycznego, tak, aby już nigdy nie pchać się w kolejny tym podobny, ale o nich w następnych odcinkach :)

Uśmiechniętego weekendu :)